![]()
ćwir!
Inne
Jeśliś człek lubiący czasy zamierzchłe, czasy gdy żyli nasi praojcowie, nadobne białogłowy, gdy wola walki była wszechobecna jako ten dziki zwierz w borach… Wielceśmy Ci radzi… Przybywaj y ostawaj z nami!
2009-11-16 Żal trzewia ścisnął gdy czas piękny, mroźny, rześki w niwecz obracać się począł. Śnieg jeszcze nie zdążył w wodę się obrócić, ziemia wody tej wchłonąć nie zdołała a już wojowie nasi zapragnęli w najdalsze osmęty puszczy się zapuścić. Niepomni ostrzeżeń o bagniskach, które czasu roztopów zwykły się pojawiać, jak postanowili tak uczynili. Wyprawa wydawa się być wielce udaną. Przyczyny wcale liczne stanu tego. Obuwia w mokradłach nie pogubili ani też jakowegoś inszego osprzętu, żyć ni jednemu nie przemarzła ani żadna siromacha się jej nie uczepiła. Pokrzepiwszy się jadłem y napitkiem do domu szczęśliwie powrócili. Nie wiadomo bogom dziękować zali ich krzepkim kulasom?
2009-11-16 Y wybrał się wódz wodzów do Drohiczyna, grodu zacnego, starego grodu. Podróż tę samotnie przyszło mu odbyć. Pisarz łgać nie winien w pracach swych, ciężko jednakowoż wszem ogłosić iż lud jestestwa swego szacownego z grodu ruszyć nie chciał. Tak więc lepiej brzmi…. bogi tak zrządzili y sam w podróż się udał!!! Czas strawiwszy w kompaniji zacnej, acz nielicznej, na biesiadzie y rozmowach kontent wielce powrócił do domostwa swego. Stanem tem nie omieszkał podzielić się z ludźmi swemi. Radość w grodzie zapanowała ;)
2009-08-16 Wody wiele upłynęło w rzece odkąd pisarz pióro ostatni raz w rękach swoich miała. Nie jest jej intencyją kajać się za stan ów bo y chęci po temu nie ma a y charakter jej wielce nienawykły do tego. Zali przyczyn mało albo li wiele na sytuację takową wpływ miało nieistotne się wydawa y tylko onej rzeczą jest.
Czego by nie rzec, pisanina ta znakiem, iż ku lepszemu wszak idzie ;) By móc wspomnieć wyprawę do Drohiczyna trzeba pamięcią wstecz się udać o dwa miesiące jakoweś. Wyprawa ta tym bardziej pamiętna, gdyż nie tylko wojowie gwałtowność charakterów swoich w turnieju okazyję wykazać mieli, ale y pogoda oblicze swoje złowieszcze ukazać raczyła. Wieczór dnia pierwego (upłynąwszy na miłych pogawędkach y jeszcze milszej popijawie) niczem nie zapowiadał mających nastać atrakcyj. Nawet poranek dnia wtórego omamił zgoła wszytkich ciepłem świecącego przyjaźnie słońca. Czas pokazał, że nie na długo…
Czarne chmury szybko skłębiły się nad obozowiskiem, po czem deszcz uszczęśliwił wszystkich swoją obecnością. Nie koniec na tem! Wiatr silny, namiot wodzowski w jednej chwili złożył (któren jednakowoż nad podziw prędko podniesion został), woda insze podtopiła tak, iż nie sposób w nich było na spoczynek się udać, co za tem idzie gościnnością musieli wykazać się ci mniej przez żywioł doświadczeni. Tak też y Trzaskawica przygarnęła zbłąkaną owieczkę, żeby nie rzec barana, pod dach swój.
Biesiada przy suto zastawionych stołach trwała do późna w noc. Biesiadnicy folgując sobie w jadle y napoju, za nic sobie mając wodę y błoto, w którym to błocie nie jeden życią siedzieć miał przyjemność, z wielkim ukontentowaniem oddawać się poczęli przyjemnościom… śpiewom. Z zapałem, tudzież niepojętym uporem piosnkę sobie jedną upodobali uporczywie serwując różnorakie (w zależności od częstotliwości wychylanych kufli) jej interpretacyje, walnie przyczyniając się tym samym do jej zobrzydzenia. Ludności nieliche skupisko, które nad Bugiem obozem stanęło, rozjeżdżać się poczęło wraz z nastaniem poranka. Za rok stawią się znowu. Czy w tem samym składzie? Bogowie jeno znają odpowiedź
2009-05-25 Powietrze ciężkie, niebo pozbawione słońca niechybną zapowiedzią deszczu było. Niezrażona… (o zrażonych jednostkach mówić się nie godzi zwłaszcza, iż pisarz sama siebie szkalować nie zamierza). Zatem niezrażona temi znakami grupa Trzaskawiczan udała się w głąb puszczy by tam, bliżej natury odprawować rytuały, sprawy poważne, daleko idące zmiany niosące poruszać a y w miłej kompaniji czas spożytkować. A że towarzystwo w siłę wzrosło w osobach Fergusa y Tarana tem weselej przyszło ten czas spędzić. Powszechnie wiadomym od teraz stać się miało, iż starszyzna, dotąd w osobach Świtowoja y Ludziwoja reprezentowana, wzmocniona została o dwie insze osobistości mianowicie Thorgrima y Ałdę. Wobec braku przeciwu (przynajmniej tego jawnego) pokornie brzemię to na barki wzięli swoje. ;) Znając spokojną, poczciwą, wręcz uległą ;) naturę, członków tego powagą świecącego zgromadzenia możem spodziewać się wielce osobliwych scen, kiedy przyjdzie do decyzyj podejmowania. Wszystko jednakowoż, co cenne y starań warte w bólach jest rodzone, wierzyć trzeba zatem iż dobre, błogosławione przez bogów frukta współpraca ta przyniesie.
Wyprawa z założenia pokojowa już przy pierwszych krokach stanęła wobec trudnego w walce przeciwnika… Takiej chmary, tak dobrze odpasionej a mimo wszystko bezustannie głodnej armii… komarów mieszkańcom Trzaskawic dawno nie przyszło oglądać… ani tem bardziej czuć. Gdzie te szczęsne dni zimowe, gdy mrowie to znika y daje ludziom spokojnie żywot wieść ?!? Dym z ogniska okazał się miernym orężem w walce z niemi. Więcej pożytku przyniósł tak nietęskno wyglądany deszcz. Y wszystko byłoby zgoła wyśmienicie gdyby nie to, iż deszcz ów, początkowo mały y nieszkodliwy, począł na sile przybierać. Chcąc nie chcąc spłoszył nie tylko komary. Trzeba było skrócić posiedzenie przy ogniu y udać się na spoczynek. Zwłaszcza, że dobiegać poczynały pohukiwania puszczyka y wycie wilków kędyś na uroczyskach, co znakiem niezbitym, iż noc ciemna wespół z inszymi mieszkańcami puszczę we władanie brać zamierza. A tem zamiarom, po prawdzie nie warto w drogę wchodzić…
2009-05-07 Noc, ukojenie zwykle niosąca tym, którzy zmęczenie czują, nijak nie przyniosła spodziewanego wypoczynku. Sen, nazbyt krótki, przerwała poranna pobudka. Wszak Kanie Helenowskie daleko, droga długa y ciężka mus zatem było wstać o świtaniu y wyruszyć. Y czego by tu nie powiedzieć, do przyjemnych droga ta zaliczona być nie może. Deszcz ciągłym towarzyszem onej wyprawy być się okazał a na domiar złego podle osady małej, nad brzegiem Vistuli położonej, wóz odmówił posłuszeństwa, konie się zbiesiły y jechać dalej nijakiej chęci nie przejawiały. Po części wzdychając, po części złorzecząc ekspedycyja dotarła w końcu do celu. Miejsce urokliwe wielce zwabiło niemało ludu, tak wojowników jak y rzemieślników. Zabrano się ochoczo do rozbijania obozowiska w czem początkowo deszczowa aura wielce szkodziła. Wyborne jadło radowało podniebienia zmęczonych potyczkami wojów, zewsząd dobiegały głosa kupców y targującej się z niemi klienteli. Wesoło, gwarno jak to zwyczajnie w takich momentach.
Na pograniczu mroku i świtu, gdy dzień zdałoby się walczy jeszcze z nocą o prym nad światem, tym których nie zmorzył sen ukazał się obraz jednako cudnej jak y cokolwiek strasznej urody. Mgła gęsta osnuła ziemię jakoby całunem. Y jak to pośród gawiedzi, część przepowiadała nadyjście jakowyś chorób czy jakiej inszej niedoli, część znowuż iż jest to znak dobrych zdarzeń utrzymywała. Los rozstrzygnie czyje słowa kłam zadały a czyje wolę bogów prawdziwie odczytały. Dzień wtóry podobnież do pierwszego upłynął... z tą różnicą iż nastroje lepsze zagościły pośród ludności. A to za przyczyną pogody, która ukazała swoje łaskawsze niźli dnia poprzedniego oblicze.
Wraz z nastaniem zmierzchu ukontentowani Trzaskawiczanie powrócili do domostw swoich, gdzie rekompensowali sobie niewywczasy podróży każden podług własnej woli.
2009-04-16 Przyszło nastania dni słonecznych y ciepłych doczekać. Zewsząd dobiegać poczęły głosa budzącej się natury. Czas zimny, ciemny zmuszon był ustąpić miejsca wiośnie. Na zaproszenie Dragowita ludzie z Pera Sudinoi, Ulvborga i Trzaskawicy wespół z Nawijczykami postanowili zainaugurować ten szczęsny czas. Y jak to zwykle bywa z ludźmi naszemi podróż do celu nie obyła się bez pewnych (dla odmiany mniejszych tem razem), perturbacyj. Pierwej Myśibora z Ałdą, zanim jeszcze chaty wodzowskiej dopaść zdołały, zginęły gdzieś, poczem szczęśliwie odnalezione same czekać zmuszone były, jakoże znowuż Karl z Thorgrimem zawieruszyli się gdzieś w pogoni za jadłem. Samą drogą nie ma co sobie darmo języka strzępić ani tem bardziej inkaustu psować, jakoże ci co ze Świtowojem, prześwietnym jeźdźcem, wojażować mieli zaszczyt... wiedzą jak jest ;) Wszak zrządzeniem bogów na miejsce dotarliśmy y cali a y nie ostatni o dziwo.
Na znak odejścia zimy kukłę słomianą, dyskusyjnej zaiste urody, spławiono rzeką po wcześniejszym jej podpaleniu,... kukły, nie rzeki ma się rozumieć!. Kiedy ta zaś zginęła w odmętach Narwi tak iż ślad nijaki po niej nie ostał powrócono do osady.
Wieczór spędzono przy ognisku. Tam też spożywano wieczerzę. Trzaskawica jako zwykle niepomna drzewiejszych postanowień swoich zasiedziała się długo w noc. Do domostw powrócono na chwilę przed godziną, która z dawien dawna władana jest przez istoty zgoła nieludzie y nie zawsze ludziom przychylne. Dni kolejne pokazały zgoła niewiośniane oblicza... śnieg zawalił trakty, przysypał strzechy, pozacierał ślady. Żal wielki... wszytko to już odeszło... wiosna rozbestwiła się na dobre ;)
2009-02-11 Brzask dnia tego nie wróżył dobrze jego końcowi. Dnia tego, 08.02.2009 roku Dragowit, czcigodny wódz Nawii, zamyślił udać się tam gdzie życiodajny nurt Narwi swój początek bierze. W tem przedsięwzięciu zamyślił wziąć udział wódz Trzaskawic Świtowoj. Y jak to przewrotność losu różne figle płata tak y jemu, Świtowojowi, ochoczo powzięty zamysł tymże zamysłem jeno ostać się mógł. Woj ten dzielny, o mieczu jednako ostrym jak tępej pamięci, nie porozumiał się dostatecznie z Dragowitem y Trzaskawica dotarła do Nawii wonczas gdy sami Nawijczycy w drogę już wyruszyli. W taki to sposób „ekspedycyja Narew” uległa rozproszeniu. Obdarzony jednakowoż przez bogów zmysłem oryentacyi, który mógłby zawstydzić powracające z dalekich krain dzikie ptactwo, poprowadził Świtowoj ludzi swoich w ziemie wodą y błotem płynące, jakoże, choć zima zdawała się być naonczas panią przyrody, dnia tego nadspodziewanie ciepło było, lody popuszczały, wody wezbrały y uczyniły ze zwyczajnie suchych ziem bagnisko istne. Thorgrim, najroślejszy ze wszystkich, w miejscach więcej budzących nieufność pierwszy szedł. Wielkim będąc nie straszne mu były błota głębokie a jeśli już tak by bogowie postanowili y zniknął... znakiem niepodważalnym dla reszty być to mogło by tą drogą nie iść. W takie to trzęsawiska, nie bez pewnych oporów, zagłębili się mieszkańcy Trzaskawic. Kłam zadawają ci, którzy utrzymują iż porażką droga ta się okazała. Jakoże lud ten wytrwały y nie takim już stawiał czoło przeciwnościom wkrótce śmiechy poczęły burzyć ciszę nadnarwiańskich pól.
Nie same krotochwile towarzyszyły jednakowoż tej wędrówce. Dziw niepomierny ogarnął wszystkich gdy Karl po wodzie krocząc ni bodaj palca w niej nie umoczył :O Łaska bogów dotknąć może każdego spośród maluczkich. Wielkim zaś nie zawsze udaje się wyjść suchą nogą, jako i Wodzowi, któren, ku uciesze ludzi, rzycią w wodzie siedział.
Jak wiele poświęceń wyprawa ta kosztowała sam jeno Karl rzec może, któren obuty wyruszywszy, boso niemalże powrócił. Pierwsza sucho przebyta toń okazała się tez ostatnią! Bogowie dziwne upodobanie znaleźni w osobie tegoz, zwłaszcza w stopach jego. Za onuce robiły mu wszystkie żywioły, jakoże początkowo woda zagościła w butach jego, poczem błoto, nawet ogień, w postaci ogniskowego żaru się tam dostał, nie wspominając już o powietrzu hulającym w srodze rozwalonych trepach. A miarkując po terenach jakimi podążać im przyszło y insze zwierzopochodne specjały pieścić mu stopy mogły…
Tracąc nadzieję na odnalezienie Nawijczyków zamyślono rozbić obóz y ogrzać się przy ogniu. Y tu w całej krasie ukazała się pracowitość Karla, bodajże najhojniej obdarzonego tem walorem Trzaskawiczanina, któren mijając suche krzaczory ofiarnie poświęcił płaszcz swój, zebrał chrustu y z tem nabojem mężnie wkroczył do lasu, gdzie wszak trudno o rozpałkę ;). Ogień już wesoło trzaskał gdy Ałda postanowiła zwiedzić nieco okolicę. Spacerując tak, napotkała prześwietnych mistrzów kamuflażu Kraka y Tasława (apel do ichnich wodzów: do zwiadu takowe talenta wysyłać, do zwiadu!!!), którzy kryjąc próbowali niecnie podglądać obóz. Po wykryciu tych tam wszczęła się.... hmm raczej nie bitwa....cóż to było? Trudno zmiarkować…..coś wszczęto acz rychło zakończono to coś. Jak się okazało Nawia rozbiła obóz nieopodal. Udano się zatem w to miejsce a tam już jadło, wyborny napitek, kompanija. Zamysłem pisarza przemilczeć było niecne plany Świtowoja, zatem nadmieni ona tyle tylko, iż uprowadzenie lubej Czcibora nie powiodło się, z czego y sam wódz Trzaskawic kontent być powinien a to z tej przyczyny iż niechby się Drzewoja zwiedziała.... Sami bogowie nie uratowaliby jego, nędznego wonczas, żywota. Czas miło płynął przy ognisku, dzień nieuchronnie chylił się ku końcowi. Trza było wracać. Tak też uczyniono. Nie bez srogich terminów powrót ten się odbywał. Jednego z mężów, przyszło się wyciągać z dziwnych jakowyś kleszczy w jakowe się zaplątał ;) Pierwsza to takowa wyprawa acz nie ostatnia dufam.
2009-01-17 Dnia tego, a wszak wiedzieć trzeba dzień to zaiste zimny był, co zdawa się być mogło jedną z przyczyn zajść niżej opisanych. Tedy dnia tego, wyruszyła starszyzna grodu naszego do Suraża by wraz z Ulvborgiem móc świętować przyjęcie do zacnego grona wojów, jednego spośród nich. Oddawszy bogom co im należne, zadośćuczyniwszy zwyczajom przodków naszych, wieczór spędzono ucztując. Zadry, troskliwie hołubione w sercach niektórych, nie zdołały (za co wdzięczność winniśmy bogom) popsować powszechnie panującej radości. Ukontentowanie zmizerniało wraz z jutrzenki nastaniem gdy okazało się iż sczezła część ściany jednego z domostw. Trudno rzec zali chłody wielkie, nieuwaga człowieka czy jakowe insze licho wypadku tego było przyczyną. Dość rzec, że echem rozeszło się wśród gawiedzi i szarpnęło kiesą gospodarzy. Y tak pamiątką po Szczodrych Godach dnia 27.12.2008r. pozostała dziura w ścianie, imię Kraka zapisane na jakowyś kwitach dziwnych y żal pisarza, że tego wszystkiego nie dane było jej obaczyć.
2008-12-11 Czas pierzchał jako ten spłoszony zwierz y zdawało się nieuniknionym spóźnić. Nieistotnym się dziś wydawa powód onej zwłoki, dość rzec, że frasunkiem pokrył oblicza, Ludziwoja, Myślibory, Ałdy, Thorgrima y przywódcy onych Świtowoja. Wytężając siły y nie mitrężąc czasu na zbyteczny popas dotarli w końcu do Drohiczyna. Dnia tego jul w tym zacnym grodzie przyszło im świętować. Ludu zjechała siła tak miejscowej jak y z odleglejszych krain, hojnie witanych przez gospodarza Thorgila. Obrządek poprowadzony przez wodza Trzaskawicy /gorliwie wywiązał się on z powierzonego jego pieczy zadania/, jak przystało szczerym y prawym wyznawcom, rozpoczął zgromadzenie. Poczem udano się na biesiadę. Miód przedni, mięsiwa wyborne /wierę tym co kosztowali/ kontentowały podniebienia. Pisarz smakiem się obeszła, jakoże mięsiw podówczas nie jadała. Ucztowano długo w noc acz część biesiadników rychlej udała się do domu. Ci którzy pozostali głowy złożyli gdzie mogli y tak jutrzenki doczekali... gadając, głównie gadając, po stokroć gadając, wreszcie trochę śpiąc... a o brzasku, o ile kondycyja dozwalała repetę serwowali kiszkom swoim. Y tak jak wszystko ma swój początek tak y nieunikniony koniec nadejść musi. Bogowie łaskawi! Znowu spotkać się przyjdzie.
2008-12-06 Szybko zapadał zmierz dnia tego. Mroźny wiatr targał płaszcze powracających do domostwa postaci. Oko ludzkie z trudem rozpoznałoby w strudzonych wędrowcach wodza Trzaskawicy i jej pisarza. W głowie pisarza kłębić się poczynały wielce niegodziwe myśli i prawie rękę swą świętokradczą wznieść zdolna się wydawała na władzę, gdy oczom idących ukazało się blade światło, znak nadziei, znak ognia, …, ciepła. Rozeznali w nim gród Nawia. Gościnny wódz tego szlachetnego przybytku Drogowit i tym razem nie zawiódł pokładanych w nim nadziei. Hojnie przyjął wędrowców racząc ich jadłem i napojem z czego nie omieszkał korzystać głodny, jako te wilki spotykane na trakcie, wódz Trzaskawicy. Jakoże aura niesprzyjała dalszej drodze, zamyślono ostać w grodzie. Natura leniwie poczynała układać się do snu, złe budziło po lasach tak że nie sposób odróżnić zawodzenia wilka czy jakowego inszego stwora. Brzask przywitał wszystkich białą otuliną pokrywającą świat. Żal opuszczać przyjaciół acz wraz z nadejściem dnia przyszło się udać w dalszą drogę. Żegnani dobrym słowem gospodarzy /oby bogowie raczyli ich swoją łaską/, podjęli przerwany wątek wędrówki.
2008-10-28 Haćki, jesienną porą, miejscem spotkania były, które to z woli Thorgila się odbyło. Czasu siła radzono nad sprawami najpierwszymi y temi które mniej pilne w oczach wojów się zdały. Jakowe frukta zrodzi to zebranie czas pokaże... Zali przyniosą one godne y dobre zmiany?... w bogach pozostawa nadzieja...
Świtowoj wielce kontent być się wydawał, jednakowoż cień jakowyś przemykał niekiedy lico jego. Y choć przyczyn stanu tego nie wyjawił, lud prosty, sobie jeno znanym sposobem, wiedzę o tem kumulował y w plotkach urabiał.
2008-09-16 Wydarzyło się! Dzień zaiste pamiętny. Nawijczycy obaczywszy, iż mrozy za pasem w prośbę przyszli. Y oto! Sam Wódz (Słońce Słońc) z Izborem w imię przyjaźni z pomocą się porwali. W dzień tyleż zimny co y deszczowy, a y srogo wiało wtenczas, ramię w ramię z ludźmi Dragowita, glinę ziemi, słomę sąsiadom wydarłszy poczęli niemi zapychać wcale niemizerne szczeliny najokazalszej z chat. Y byliby ukończyli dzieło, gdyby nie stara mądrość ludowa.... "robota wszak nie zając, nie uciecze".
2008-09-08 Ciechanów wielce miłym wspomnieniem w pamięci Trzaskawiczan ostawać będzie za wyjątkiem może wodza samego, któren chorobą złożon namiot postękiwaniami y pojękiwaniami przy wtórze siarczystych smarknięć wypełniał. Lud jak to lud, miłując przywódcę swego z bólem serca oddawał się uciechom ...yhm yhm... Tak gorliwie to czynił iż najprzedniejsze oko dojrzeć frasunku by nie zdołało na obliczach tegoż ludu. Thorgrim wespół z Racimirem tak się w onej zabawie zapamiętali iż poszczerbili nieco ludność miejscową, w stroje ciekawego, nieznanego nam kroju przyodzianą. A y sami nie całkiem cało wyszli z tych zapasów. Płeć białogłowska grodu naszego zaprezentowała się wyśmienicie w osobie Myślibory, która to dzielnie stawała w szranki z innymi białogłowami tak iż nawet rany wynieść jej przyszło.
Obozowisko, gdzie rozbiło się może trzy y dzieścia namiotów, choć oko ludzkie zwodnicze mogło być ich mniej, przedstawiało iście imponujący widok. Ciechanów bogato i hojnie gościł przybyszy, czem zaskarbił sobie wdzięczność y przychylność onych. Radzi będziemy tam bywać, zwłaszcza iż sprawy jakoweś, wedle niektórych, ponoć inszego zakończenia wymagają;)
2008-09-01 Ziemia zdawać się mogła jakby znajoma. Nieprzebyte bory, krystaliczne strumienie, dziki zwierz napotkany niekiedy w drodze dawały wędrowcom złudę iż nie oddalili się oni nadto od domostwa swego. Acz było zgoła inaczej. Kierując kroki na północ, daleko za sobą piękną krainę podlaską ostawili. Świtaniem dotarli do celu swej wędrówki. Apuole! Zgromadzenie tam niemałe było, gdzie lud równie wieloma językami jak y rodzajami broni władał. Aura wielce nieprzyjazną być się natenczas okazała. Deszcz nieprzerwanie towarzyszył wszystkiemu dnia tego. Poniektórzy skryci po namiotach przyglądali się tym ,którzy lekce sobie ważąc kaprysy pogody uczestniczyli w organizowanych przedsięwzięciach. Odmiana losu nastąpiła wraz z nastaniem zmierzchu. Obficie zastawione stoły ukontentowanie powszechne rozbudziło a y zdawa się jakoby pogoda wychodząc naprzeciw tej radości pokazała swoje łaskawsze oblicze. Długo w noc biesiadowano, gawędzono, śpiewano, bajano. Jutrzenka, zgoła inna aniżeli dnia poprzedniego, ludzi przywitała. Dzień wtóry wypełniły w głównej mierze walki z iście tęgą zaciętością prowadzone, przez co y wielce zajmujące dla podpatrującej wszystko gawiedzi. Również białogłowy miały okazyję zmierzyć się w kilku konkurencyjach. I nie dość, że pisarz udało się własną skórę wynieść cało z tych terminów to jeszcze lisią, z pomocą bogów, zdobyć jej się zdarzyło ;)
Jako słońce niezmiennie zwycięża mrok nocy tak y pewnikiem powrócim jeszcze w miłe nam gościnne progi. Wola bogów niech będzie nam pomyślną.
|
